|
Wpisany przez Subiaco
|
|
piątek, 12 marca 2010 20:22 |
|
Tego co znalazł Benedykt w Subiaco nie musisz szukać gdzieś daleko! Wystarczy zjawić się w mogileńskim opactwie. Na codzień mówi się „klasztor” – ale my wolimy tę nazwę, bo opactwo ma w sobie głębszą treść. Opactwo pochodzi od „opat” – „abbas”, czyli „ojciec”. Tam gdzie jest ojciec, tam jest dom. I właśnie domu tu można doświadczyć. Dom to nasze źródło, nasze korzenie. Dlatego schodzimy do dolnego kościoła, pierwszego wybudowanego przez benedyktynów. Tu jest nasze Subiaco, nasz początek... Tutaj można się zacząć. Muszę wiedzieć, gdzie się zacząłem, abym wiedział kim jestem. Mój począek jest ważny, bo określa moje „teraz”. Teraźniejszości tutaj też się można uczyć. Czerpać z madrości Benedykta i jego uczniów, którzy tu przez kilkaset lat żyli. Powiedział ktoś, że to miejsce jest inne, lepsze, bo tu przez wieki żyli inni ludzie, lepsi, głębsi...I tym nasiąknęły klasztorne krużganki, cele, schody, stalle w kościele... Równowagą i umiarem. Dlatego pozwalają nam usłyszeć Benedykta mówiącego w Regule „niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa” (RB 4,21). Oto recepta na teraźniejszość. I wreszcie cel. Żaden klasztor nie jest celem sam w sobie. Przypomina Benedykt „Jeśli więc spieszysz do ojczyzny niebieskiej...”. Ważne to zwłaszcza w młodości, by nie życ na miarę chwil – bo sa złudne. Nie żyć na miarę chwil – żyć na miarę wieczności.
|